Wyznania osób chorych i bliskich Zaburzenia odżywiania

Relacje osób z zaburzeniami odżywiania

Anoreksja

Jak to się u mnie zaczęło? Miałam 13 lat. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna i wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Byłam dzieckiem, które lubiło jeść. Potrafiłam zjeść dwa obiady. Moi rodzice mieli sklep spożywczy, więc trzy lody dziennie, batoniki, chipsy, ciasteczka… Jak teraz sobie to wspominam to z 4000 kcal dziennie było na pewno. Ale czy byłam gruba albo otyła? Nie. Troszkę zaokrąglona, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Problemy zaczęły się, gdy zaczęłam dojrzewać. Pojawiły się kobiece kształty. To było dla mnie przerażające. Nie chciałam być kobietą. Byłam najwyższą i najbardziej rozwinięta dziewczynką w klasie. Chciałam to zatrzymać ze wszystkich sił. Chciałam być mała i chuda jak moje koleżanki – to pierwszy z aspektów, który przyczynił się do mojej choroby. Po drugie pochodzę z rodziny, w której nigdy niczego nie brakowało. Zawsze miałam to, co chciałam. Rodzice mi niczego nie żałował. Dawali mi rzeczy materialne, ale niestety…Nie potrafili dać mi tego, co dla dziecka najważniejsze, czyli miłości. W moim rodzinnym domu były same tematy tabu. Gdy pojawiał się problem po prostu nie było rozmowy. Nie pamiętam czy kiedykolwiek usłyszałam od mamy lub taty słowa kocham cię. Byłam sama ze swoimi coraz bardziej natrętnymi myślami. Poza tym między rodzicami zaczęło się bardzo psuć. Kłótnie… I nie tylko. Tata nadużywał alkoholu. Ich małżeństwo wisiało na włosku. Do tego doszły moje problemy w szkole. Chodziłam do klasy sportowej, więc czasu na naukę było mało. Czułam, że jestem do niczego, że nic mi nie wychodzi. I wtedy nagle w mojej głowie pojawiła się myśl, że jeśli schudnę, to na pewno wszystko się ułoży. Nie wiem skąd taki pomysł, ale myślę, że po prostu wyobrażałam sobie siebie jako ładną, szczupłą, mądrą nastolatkę. Stworzyłam sobie obraz w głowie, cel do którego dążyłam. Zaczęłam ograniczać najpierw słodycze, później mięso. Z czasem było tego coraz więcej. W dalszym ciągu dużo ćwiczyłam. To było tuż przed wakacjami. Przez dwa miesiące wakacji schudłam ponad 10 kg. Przed dieta ważyłam 50 kg przy wzroście 165 cm. A gdy trafiłam pierwszy raz do szpitala ważyłam 35 kg. Kiedy zauważyłam, że coś się ze mną dzieje? To było już przy wadze ok 43 kg. Poszłam z mamą na zakupy. Wtedy zobaczyłam w tych dużych lustrach jak bardzo schudłam i że wszystko jest na mnie za duże. Że wcale nie wyglądam ładnie. Byłam zrozpaczona i po powrocie do domu zaczęłam jeść i jeść i jeść… Wszystko co mi wpadło w ręce. Wtedy po raz pierwszy pojawiły się wyrzuty sumienia. Nie mogłam sobie poradzić z myślami i żeby się uspokoić musiałam spalić wszystkie kalorie, które zjadłam. Od tego momentu było tylko gorzej. Dalej jadłam mało. A wyrzuty sumienia pojawiały się coraz częściej. Jadłam coraz mniej i ćwiczyłam coraz więcej… Moi rodzice zauważyli, że coś się ze mną dzieje przy wadze około 40 kg. Wtedy zaczęli mnie pilnować. A ja zaczęłam ich oszukiwać. Chowałam jedzenie WSZĘDZIE. Kilogramy spadały, atmosfera w domu była coraz gorsza. Kłótnie i płacz. Słyszałam teksty typu: Zobacz jak Ty wyglądasz! Ludzie gadają. Zacznij w końcu jeść. Ale chyba nie docierało do nich, że to anoreksja… Ja też nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Bardzo się męczyłam sama ze sobą. Ale mimo wszytko miałam nadzieję, że to się kiedyś skończy. Niestety… Nie ma na to cudownej tabletki. Do szpitala trafiłam na jesieni. Leżałam w Warszawie na Litewskiej (nie ma już tego szpitala). Pamiętam nawet kto był moją lekarką prowadzącą. W szpitalu było kiepsko. Moim zdaniem nie potrafią leczyć tej choroby w naszym kraju. Po prostu mnie utuczyli i już. Gdy zrozumiałam, że jestem chora bardzo żałowałam, że w ogóle zaczęłam się odchudzać. Przestraszyłam się, że umrę. Kiedy trafiłam do szpitala miałam nadzieję i byłam przekonana, że wyjdę zdrowa… Niestety nie było tak. Przytyłam, ale nadal byłam chora. Moi rodzice również myśleli, że po wyjściu ze szpitala wszystko wróci do normy. Dalej było ze mną ciężko. Całe moje życie to jedna wielka kłótnia… Wszystko kręciło się wokół jedzenia. Dopiero teraz, gdy jestem dorosła – wiem, że chce być szczęśliwa. Bez choroby, która zabrała mi najlepsze lata życia.


Bulimia

Tak naprawdę ciężko jest określić jaki typ zaburzeń odżywiania u mnie występuje. Wydaje mi się, że wszystkiego tu po trochu. Pamiętam, jak pierwszy raz zdecydowałam się na wymioty, było to osiem lat temu. Za pierwszym razem nie udało mi się, nie był to napad obżarstwa, musiałam po prostu zjeść większy obiad, a mnie zjadały wyrzuty sumienia. Natychmiast zrobiłam 1000 brzuszków. Moje drugie podejście też było nieudane, sytuacja podobna. Za trzecim razem pomogłam sobie palcami, wymiotowałam dość długo, aż cała napuchłam. Początkowo wykorzystywałam tę umiejętność wtedy, gdy nie chciałam budzić niepokoju, że nie jem obiadów. Zdarzało mi się to 2-3 razy w tygodniu. Później nastały wakacje i zaczęłam jeść więcej, więc też więcej wymiotowałam. Zaczęłam też korzystać z tabletek przeczyszczających i herbatek na pracę jelit, początkowo trzy torebki dziennie i 2-3 tabletki dziennie. Jednak z czasem dochodziłam do dziesięciu, aż w końcu brałam całe opakowanie. Potrafiłam codziennie przejadać się i wymiotować, na prawej ręce miałam zadrapania. Z czasem nie potrzebowałam już używać do tego palców, po prostu przychodziło to samo. Na początku zjadałam to, co było w domu, a potem zaczęłam kupować różne jedzenie i pakowałam w siebie jak najwięcej różnych rzeczy – kilka opakowań ciastek, lodów, cały chleb, wszystko, co mogłam zjeść szybko, potrafiłam już jeść to wszystko wracając do domu, a potem spędzałam długi czas nad toaletą. Nigdy nie dałam się przyłapać. Nikt nie wiedział, co robię. Później doszło do tego, że nie wymiotowałam tylko w domu, ale potrafiłam robić to w różnych miejscach, w publicznych toaletach, w szkole, jednak wtedy zwykle zjadałam dużo mniej. W najgorszym okresie potrafiłam to robić 4-5 razy dziennie, a rekordowo raz doszłam do 8 razy… Miałam dużo obowiązków – szkoła, popołudniami zajęcia w drugiej szkole, a w między czasie jeszcze te napady. Aż ze złości mnie ściska, jak uświadamiam sobie ile kasy, ile oszczędności i ile czasu na to straciłam – dzisiaj mogłabym zajść dużo dalej. Zaburzenia odżywiania dalej zajmują mi dużo czasu. Zamiast tego mogłabym robić masę innych rzeczy, może więcej bym osiągnęła. Ciągle mnie to wkurza. Zwracanie nie sprawiało, że pozbywałam się wyrzutów sumienia, po całym takim zdarzeniu było tak samo jak przed. Nie ograniczałam się tylko do wymiotów. Potrafiłam potem zjadać opakowania tabletek na przeczyszczenie. Czasem, aby dodatkowo upewnić się, że mój żołądek jest z pewnością czysty, piłam wodę z solą, albo nawet szampon czy perfumy, aby dodatkowo wymusić zwrócenie jeszcze gdzieś zalegającej treści pokarmowej. W między czasie starałam się ćwiczyć. Ten intensywnie wymiotujący okres trwał około dwa i pół roku. Wielokrotnie zdarzało mi się wymiotować krwią, dookoła twarzy miałam różne wypryski, skórę miałam wysuszoną, praktycznie cały czas w kącikach ust zajady. Ból gardła towarzyszył mi codziennie. Czasem podczas zwracania zakręciło mi się w głowie, mimo to nie przestawałam. Raz wymiotowałam, bo rzeczywiście miałam napad, a czasami zwracałam z wyrzutów sumienia, powiedzmy po normalnym jedzeniu, kiedy wiedziałam, że nie wymigam się od jedzenia, albo nie chciałam, żeby ktoś zwrócił uwagę, na to, że nie jem. Potrafiłam zwymiotować wszędzie i w każdej chwili, raz wyszłam z domu niby na rower z koleżanką, obiad zwymiotowałam w krzaki. Czasem zdarzało mi się też zwracać do różnych innych rzeczy…..

Do dziś nie wiem, jakim cudem mój organizm wytrzymał te wymioty. Jak wyprowadziłam się z domu, obiecałam sobie, że nie zrobię tego ani razu w nowym mieszkaniu, bo jak złamie się raz, to nigdy nie przestanę. Jak wracałam do domu, niestety to wracało. Pewnego dnia całkowicie przestałam przejadać się i wymiotować, bo pewnego dnia zwróciłam tak dziwny skrzep krwi, że po prostu się wystraszyłam. Nie był to ostatni raz, bo pojedyncze epizody się zdarzały, też nie zawsze z towarzyszącym napadem, zwykle było to z wyrzutów sumienia. 
Ten cały epizod bulimii to jedna wielka tajemnica. Terapeuci o tym nie wiedzą. Raz może przyznałam się jednemu z psychologów, że coś takiego miało miejsce, ale chyba uznał, że dla mnie napad to zwykły objaw, więc temat bulimii został zamknięty. Nie wiem, czy kiedykolwiek przyznam się komuś do tego. Jak czytam sama ten wpis, to wydaje mi się to straszne, nienormalne, każdy normalnie funkcjonujący człowiek wziąłby mnie za wariatkę, a ja nie chcę, by ktokolwiek o mnie tak myślał. I tak wiele osób ma mnie za dziwaka z innych przyczyn, jednak znajomi z grupy te moje dziwactwa – wieczne napięcie, planowanie wszystkiego – w miarę akceptują.
Bardzo ciężko jest przestać wymiotować, nie mam pojęcia, czy da się tego oduczyć. Odruch wymiotny mam bardzo często po niektórych posiłkach, szczególnie po tych rzeczach, których bardzo się boje. Zawsze, gdy coś jem, mam z tyłu głowy to, że bez problemu jestem w stanie to zwrócić. Mam nadzieję, że kiedyś te myśli uciekną z mojej głowy.